~Ashley...
Obudziłam się o 6a.m. w sobotę, za dwie godziny wylatywałam dom Miami. Gdy wstałam z łóżka poszłam do łazienki<KLIK>, ubrałam się<KLIK>, a potem udałam się do kuchni<KLIK>. Moja mama rzadko była w domu, więc każdy pokój był jasny i schludny, jednak nie domowy. W mojej lodówce jak zwykle było mnóstwo dań typu "obiad w 5 minut" albo "obiad z mikrofalówki". Jednak dla mnie jedzenie tego to tortury. Tak więc zrobiłam sobie omlety z bananami i syropem klonowym, a do tego wypiłam sok z pomarańczy.
O 7a.m. z trudem wyniosłam walizki i wrzuciłam je do taksówki, po czym ruszyłam w stronę lotniska. Tam przez pół godziny załatwiałam formalności, a kiedy szłam w stronę samolotu usłyszałam czyjeś wołanie.
- Ashley!! Ashley zwolnij!! - była to moja najlepsza przyjaciółka, Alice. Gdy mnie dogoniła dodała zdyszana - Gdzie się tak spieszysz, mamy jeszcze pół godziny..
- Tak wiem, ale chce już lecieć...
- Znowu pokłóciłaś się z mamą? - zapytała smutnie.
- Nie. Przez cały tydzień jej nie było.
- Myśl pozytywnie... Nie zawracała ci głowy. - powiedziała zadziornie, na co ja tylko sztucznie się uśmiechnęłam.
Po chwili ciszy odezwała się:
- Wiem co poprawi ci humor. - spojrzałam na nią z niedowierzaniem. - Mam 2 bilety na największą imprezę w Miami!!!!
- Serio?! - chyba pierwszy raz od tygodnia się z czegoś ucieszyłam.
- Tak... Nawet mamy wejściówki do strefy V. I. P.... Tam gdzie są gwiazdy!!
- Jezu! Super! Skąd je masz?!
- Wygrałam!!
- Dlaczego akurat ja nie mam szczęścia? - uśmiechnęłam się.
- Hahaha!! Masz bo cię zabieram! - dodała.
Do Miami przyleciałyśmy około 3p.m., jak zwykle samolot miał opóźnienie. Po 20 minutach jazdy taksówką, znalazłyśmy się pod około 40 - piętrowym apartamentowcem<KLIK>. Pomyślałam, że zazdroszczę ludziom, którzy tam mieszkają, lecz gdy kierowca się zatrzymał i zgasił samochód poczułam dziwne uczucie w żołądku.
- To dobry adres? - zapytałam.
- Tak.. To jest właśnie Bristol Tower.
- Aha, dobrze... - dodałam zmieszana.
Wchodząc do środka poczułam słodki zapach świeżych kwiatów, po czym ruszyłam w stronę czarnowłosej kobiety siedzącej za ladą.
- Co ja mam mówić? - szepnęłam do Alice.
- Tak?! - zapytała z niesmakiem kobieta. Nie wyglądała na miłą.
- Yyy.. - zaczęła Alice. - Była rezerwacja na nazwisko Bell albo Rose?
- To nie hotel.
- No tak, ale my przyjechałyśmy z Nowego Jorku, to może ktoś wynajął mieszkanie, zostawił klucz??
- Yhh... Chwilę...
Po 5 minutach walczenia z komputerem kobieta wstała i poszła na zaplecze, chwilę wróciła z kompletem kluczy.
- 40 piętro.
- A które mieszkanie? - zapytałam.
- Na 40 piętrze jest tylko jedno mieszkanie. - dodała rozbawiona.
- A, ok.
Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Myślałam, że to pomyłka, lub żart. Kiedy weszłyśmy do mieszkania naszym oczom ukazał się 3 - piętrowy apartament<KLIK> z basenem <KLIK> i z cudownym widokiem<KLIK>. Salon wyglądał idealnie <KLIK>, tak jak kuchnia<KLIK>, jadalnia<KLIK>, sypialnia<KLIK>(jedna z pięciu) i łazienka<KLIK>(jedna z siedmiu). Do tego była jeszcze sala kinowa<KLIK>, stół do bilardu<KLIK> i domowa biblioteka<KLIK>.
- Kurwa!! Patrz na tol!!- krzyknęła Alice i wskazała na wielką rzeźbę zrobioną z pluszaków<KLIK>.
Przez jakieś 30 minut biegałyśmy w kółko, przeklinając bez przerwy. Gdy usiadłyśmy na sofie, zaczęłam:
- Jezus nie wierzę w to!! Ja pierdolę.. Zaraz się zajebię!!
- Hahaha Ashley!!! Wygrałyśmy życie!!!!
- Wiem to!!!
Przed 8p.m. zaczęłyśmy się szykować. Ja ostatecznie założyłam <KLIK>, a Alice <KLIK>. Do kluczy dołączony był jeszcze jeden, od auta. Czarne lamborghini<KLIK> czekało na nas w garażu.
Gdy znalazłyśmy się w klubie zamówiłyśmy tylko dwa drinki<KLIK>, nie chciałyśmy pić więcej, aby się nie wygłupić.
- Hej... Możemy się dosiąść? -zapytał nas jakiś koleś wraz ze swoimi przyjaciółmi.
Gdy podeszli bliżej zauważyłam, że są to The Janoskians, jednak wolałam zachować fason i pominąć fakt, że są sławni. Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się, zanim się obejrzałam była już 2a.m.
- My już chyba jedziemy. - zagadnęłam.
- Dlaczego? - zapytał Jai.
- Jesteśmy trochę zmęczone i w ogóle...
- Możemy was zawieźć. - dodał Luke.
- Nie... Same pojedziemy. - wtrąciła się Alice.
- A gdzie mieszkacie?
- Bristol Tower.
- Ok. - powiedział Jai i popatrzył na chłopaków wymownym wzrokiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz