czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 1... ~Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co ci się trafi~

~Ashley...
     Obudziłam się o 6a.m. w sobotę, za dwie godziny wylatywałam dom Miami. Gdy wstałam z łóżka poszłam do łazienki<KLIK>, ubrałam się<KLIK>, a potem udałam się do kuchni<KLIK>. Moja mama rzadko była w domu, więc każdy pokój był jasny i schludny, jednak nie domowy. W mojej lodówce jak zwykle było mnóstwo dań typu "obiad w 5 minut" albo "obiad z mikrofalówki". Jednak dla mnie jedzenie tego to tortury. Tak więc zrobiłam sobie omlety z bananami i syropem klonowym, a do tego wypiłam sok z pomarańczy.
     O 7a.m. z trudem wyniosłam walizki i wrzuciłam je do taksówki, po czym ruszyłam w stronę lotniska. Tam przez pół godziny załatwiałam formalności, a kiedy szłam w stronę samolotu usłyszałam czyjeś wołanie.
- Ashley!! Ashley zwolnij!! - była to moja najlepsza przyjaciółka, Alice. Gdy mnie dogoniła dodała zdyszana - Gdzie się tak spieszysz, mamy jeszcze pół godziny..
- Tak wiem, ale chce już lecieć...
- Znowu pokłóciłaś się z mamą? - zapytała smutnie.
- Nie. Przez cały tydzień jej nie było.
- Myśl pozytywnie... Nie zawracała ci głowy. - powiedziała zadziornie, na co ja tylko sztucznie się uśmiechnęłam.
Po chwili ciszy odezwała się:
- Wiem co poprawi ci humor. - spojrzałam na nią z niedowierzaniem. - Mam 2 bilety na największą imprezę w Miami!!!!
- Serio?! - chyba pierwszy raz od tygodnia się z czegoś ucieszyłam.
- Tak... Nawet mamy wejściówki do strefy V. I. P.... Tam gdzie są gwiazdy!!
- Jezu! Super! Skąd je masz?!
- Wygrałam!!
- Dlaczego akurat ja nie mam szczęścia? - uśmiechnęłam się.
- Hahaha!! Masz bo cię zabieram! - dodała.
     Do Miami przyleciałyśmy około 3p.m., jak zwykle samolot miał opóźnienie. Po 20 minutach jazdy taksówką, znalazłyśmy się pod około 40 - piętrowym apartamentowcem<KLIK>. Pomyślałam, że zazdroszczę ludziom, którzy tam mieszkają, lecz gdy kierowca się zatrzymał i zgasił samochód poczułam dziwne uczucie w żołądku.
- To dobry adres? - zapytałam.
- Tak.. To jest właśnie Bristol Tower.
- Aha, dobrze... - dodałam zmieszana.
Wchodząc do środka poczułam słodki zapach świeżych kwiatów, po czym ruszyłam w stronę czarnowłosej kobiety siedzącej za ladą.
- Co ja mam mówić? - szepnęłam do Alice.
- Tak?! - zapytała z niesmakiem kobieta. Nie wyglądała na miłą.
- Yyy.. - zaczęła Alice. - Była rezerwacja na nazwisko Bell albo Rose?
- To nie hotel.
- No tak, ale my przyjechałyśmy z Nowego Jorku, to może ktoś wynajął mieszkanie, zostawił klucz??
- Yhh... Chwilę...
Po 5 minutach walczenia z komputerem kobieta wstała i poszła na zaplecze, chwilę wróciła z kompletem kluczy.
- 40 piętro.
- A które mieszkanie? - zapytałam.
- Na 40 piętrze jest tylko jedno mieszkanie. - dodała rozbawiona.
- A, ok.
Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Myślałam, że to pomyłka, lub żart. Kiedy weszłyśmy do mieszkania naszym oczom ukazał się 3 - piętrowy apartament<KLIK> z basenem <KLIK> i z cudownym widokiem<KLIK>. Salon wyglądał idealnie <KLIK>, tak jak kuchnia<KLIK>, jadalnia<KLIK>, sypialnia<KLIK>(jedna z pięciu) i łazienka<KLIK>(jedna z siedmiu). Do tego była jeszcze sala kinowa<KLIK>, stół do bilardu<KLIK> i domowa biblioteka<KLIK>.
- Kurwa!! Patrz na tol!!- krzyknęła Alice i wskazała na wielką rzeźbę zrobioną z pluszaków<KLIK>.
Przez jakieś 30 minut biegałyśmy w kółko, przeklinając bez przerwy. Gdy usiadłyśmy na sofie, zaczęłam:
- Jezus nie wierzę w to!! Ja pierdolę.. Zaraz się zajebię!!
- Hahaha Ashley!!! Wygrałyśmy życie!!!!
- Wiem to!!!
     Przed 8p.m. zaczęłyśmy się szykować. Ja ostatecznie założyłam <KLIK>, a Alice <KLIK>. Do kluczy dołączony był jeszcze jeden, od auta. Czarne lamborghini<KLIK> czekało na nas w garażu.
     Gdy znalazłyśmy się w klubie zamówiłyśmy tylko dwa drinki<KLIK>, nie chciałyśmy pić więcej, aby się nie wygłupić.
- Hej... Możemy się dosiąść? -zapytał nas jakiś koleś wraz ze swoimi przyjaciółmi.
Gdy podeszli bliżej zauważyłam, że są to The Janoskians, jednak wolałam zachować fason i pominąć fakt, że są sławni. Cały czas rozmawialiśmy i śmialiśmy się, zanim się obejrzałam była już 2a.m.
- My już chyba jedziemy. - zagadnęłam.
- Dlaczego? - zapytał Jai.
- Jesteśmy trochę zmęczone i w ogóle...
- Możemy was zawieźć. - dodał Luke.
- Nie... Same pojedziemy. - wtrąciła się Alice.
- A gdzie mieszkacie?
- Bristol Tower.
- Ok. - powiedział Jai i popatrzył na chłopaków wymownym wzrokiem.

wtorek, 27 maja 2014

Prolog...

But yesterdays gone we gotta keep moving on
I’m so thankful for the moments so glad I got to know you
 
The times that we had I’ll keep like a photograph
And hold you in my heart forever
I’ll always remember you

Zawsze wiedziałam - że ten dzień kiedyś nadejdzie. Gdy każdy z nas będzie stało osobno, ze swoją przyszłością, w swoich rękach. Zawsze wiedziałam, że po tych wszystkich chwilach będzie śmiech, ale i łzy, lecz nigdy nie sądziłam, że odejdę z takim bólem. Tak trudno powiedzieć ,,żegnaj''..

Gdy dwa światy się ścierają nie może być łatwo

Zwykłe dziewczyny. Żyjące tak jak większość ich rówieśniczek. Spotykają ich. Chłopaków, których każdy rozpozna. Najpierw zwyczajna znajomość. Jednak potem coś więcej. Co stanie się gdy te dwie dziewczyny staną się sławne? Chciały żyć po swojemu lecz muszą zatajać wszystkie wiadomości. Co stanie się gdy wyjdą na jaw ich sekrety i tajemnice? Czy uda się im pogodzić to wszystko? 

Miłość czy prywatność

Wszyscy chcieliby doświadczyć miłości, ale większość z nich woli doświadczać miłości innych. Romanse sław to jeden z ulubionych tematów. Jak poradzą sobie te dwie dziewczyny, które jednego dnia były jak wszystkie w ich wieku, a drugiego stały się głównym tematem rozmów prawie całego świata... Czy uda im się ponieść to brzemię? Czy jednak wybiorą spokojne życie, aczkolwiek z pewną pustką w sercu?


Na te i inne pytanie znajdziecie odpowiedź czytając http://it-is-so-hard-to-say-goodbye.blogspot.com/

Bohaterowie

Alice Bell
18 lat
Ashley Rose
18 lat
Jai Brooks
19 lat
 
Luke Brooks
19 lat
Szablon wykonała Sasame Ka dla Zaczarowane Szablony